Do szczęścia potrzebujesz 6 wykresów… a w zasadzie to dwóch…

Kolejny odcinek na moim kanale YT. Tym razem o tym jak niewiele potrzeba, aby stworzyć wizualizację wysokiej jakości.

W zeszłym tygodniu widziałem pewien wykres. I to wykres przez duże W, bo z tego co się orientuję, to nawet pojawił się w magazynie The Economist. A The Economist to zwykle ekstraklasa, jeśli chodzi o wizualizacje danych. Mam z nim tylko jeden drobny problem… w żaden sposób nie jestem w stanie odczytać z niego danych ani wyciągnąć jakichś sensownych wniosków.

I teraz na 3, 2, 1 zobaczysz go Ty… 3, 2, 1…

Znaczy tak… Ja nie widzę tutaj nic poza jakimiś plamami z farby. A wykres ma podobno przedstawiać jakieś dane o PKB największych krajów świata…

Co ciekawe, szef Data Journalismu w The Economist chwali się tym wykresem na LinkedInie… Ale… moim zdaniem, jeśli ja po tylu latach robienia w wizualizacji nie jestem w stanie odczytać, co jest na wykresie, no to tym bardziej nie zrobi tego zarząd czy inni decydenci, którzy dostaną do obejrzenia taki wykres.

Niestety… to nie jest odosobniony przypadek. Pracując z danymi, widzę to bardzo często – ludzie na siłę próbują eksperymentować z wykresami. Nawet tam, gdzie najlepiej sprawdziłoby się dużo prostsze rozwiązanie.

Dzisiaj pokażę Ci, dlaczego prostota wygrywa.

I to nie jest moje widzimisię – pokażę Ci to na przykładach dwóch naprawdę dużych firm. Dodatkowo odwołam się do książki autorki uznanej za absolutny autorytet w świecie wizualizacji danych, oraz mojej własnej obserwacji z dziesięciu lat pracy z danymi w bankowości. Jedziemy z tym…

Dlaczego proste wygrywa?

Zacznijmy od tego, dlaczego w ogóle warto trzymać się prostych wykresów.

Prosty wykres jest znany i oswojony. Odbiorca widział słupek czy wykres liniowy setki razy w życiu – nie musi się zastanawiać, jak go czytać. Cała jego uwaga idzie od razu na to, co ten wykres mówi, a nie na rozszyfrowywanie, jak go w ogóle interpretować.

Po drugie, prosty wykres jest też łatwy do zrobienia. Nie trzeba szukać dodatkowych narzędzi, oglądać samouczków, walczyć z formatowaniem przez pół godziny. Zwykły Excel wystarczy, żeby stworzyć wykres, który może iść do firmowej prezentacji.

I tu dochodzimy do czegoś, co niedawno wyczytałem w książce “Before & After” – jednej z pozycji autorstwa zespołu Storytelling with Data, uznawanego za jeden z najważniejszych głosów w tej dziedzinie. Swoją drogą szczerze polecam tę książkę. Pokazuje, jak ze złych wykresów robią perełki, plus opisują zarówno kroki, jak i wyjaśniają, dlaczego zrobili to tak, a nie inaczej.

Autorzy piszą to wprost:

“Jeśli chodzi o komunikowanie danych innym, to co proste zwykle działa najlepiej. Jest raptem kilka wykresów (plus kilka ich odmian), do których wracamy stale jako zespół Storytelling with Data.”

I dalej pokazują dokładnie sześć typów wykresów, które pokrywają większość ich potrzeb komunikacyjnych: wykres słupkowy, kolumnowy, kolumnowy skumulowany, kropkowy, slopegraph i liniowy.

Brzmi znajomo? Często piszę o tym na LinkedInie. I jak widać, doświadczeni praktycy, niezależnie od siebie, dochodzą do tych samych wniosków.

Jest tam jeszcze jedna rzecz, którą uważam za szczególnie ważną. Autorki wprost piszą, że większość przykładów w książce – materiałów tworzonych dla realnych klientów – robią w Excelu i PowerPoincie, bo to narzędzia najbardziej dostępne i najczęściej używane przez ich klientów.

Czyli do zrobienia pięknego wykresu nie jest konieczne posiadanie Tableau, nie trzeba Power BI, nie trzeba Pythona. Wystarczy dobrze znać Excela i sprytnie, i kreatywnie z niego korzystać.

Sprawdzamy w praktyce: CD Projekt i Amazon

Dobra, ale to jest jedna książka. Może to tylko ich subiektywna opinia?

Sprawdźmy więc, jak wygląda to w praktyce – w materiałach, które naprawdę trafiają przed oczy inwestorów, zarządów i analityków na całym świecie. Zajrzymy do dwóch prezentacji wynikowych firm, które z pewnością znasz. Jedna będzie polska, druga – działająca globalnie.

Ta polska to CD Projekt – twórca gier komputerowych takich jak The Witcher czy Cyberpunk. Polskie studio znane na świecie – generalnie wysoka technologia i nowinki.

Spójrzmy na ich prezentację wynikową za zeszły rok. Jest kolorowo, są screeny z gier. Widać, że z grafiką są na najwyższym poziomie. A jak to wygląda z perspektywy osoby zajmującej się wizualizacją danych? Jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich spółek giełdowych, twórcy Wiedźmina i Cyberpunka… i co widzimy? Słupki. Kolumny. Żadnych wykresów 3D, radarów, bąbelków czy innych ozdobników.

Dlaczego? Chcą po prostu zakomunikować dane w przystępny sposób – nie muszą więc tego komplikować.

Dobra, możesz teraz pomyśleć – ok, w tej zaściankowej Polsce to my jeszcze jesteśmy daleko w tyle. W porządku, no to lecimy na drugą stronę świata – w USA mamy taką firmę… Amazon się nazywa. Jak tam u nich z wykresami?

No to popatrzmy dla przykładu na prezentację wynikową za pierwszy kwartał 2026. Zwróć uwagę – to jest dosłownie slajd po slajdzie ta sama formuła. Prosty wykres słupkowy, pięć kwartałów, jedna liczba na górze pokazująca zmianę procentową rok do roku. Więcej – nawet wykres kołowy – no ale to już przegięcie… I to jest firma wyceniana na ponad bilion dolarów, raportująca przed najbardziej wymagającą publicznością finansową na świecie. Myślę, że jeśli Amazonowi i Jeffowi Bezosowi to wystarcza – Twojej prezentacji na spotkanie zespołu też wystarczy.

To nie jest przypadek, że te dwie zupełnie różne firmy, z różnych branż i różnych kontynentów, sięgają po dokładnie te same, proste narzędzia.

I to nie są odosobnione przykłady – jeśli poszukasz w branży wizualizacji danych, znajdziesz zgodną opinię ekspertów: wykres słupkowy to najczęściej wykorzystywany typ wykresu w raportowaniu biznesowym, a wykres liniowy jest tuż za nim, kiedy w grę wchodzi pokazanie trendu w czasie.

Sześć, a może… dwa?

To teraz zadam Ci pytanie, które być może wyda Ci się trochę przesadzone. A co, gdybym powiedział, że tak naprawdę nie potrzebujesz nawet tych sześciu wykresów z książki “Before & After”? Że wystarczą Ci dwa?

Pomyśl o tym przez chwilę. Wykres kolumnowy skumulowany? To po prostu wykres kolumnowy, tylko z podziałem wewnątrz słupka. Zresztą wykres kolumnowy i słupkowy to jedno i to samo – tylko osie są zamienione. Czyli górny wiersz to jeden typ wykresu.

Mała dygresja – czasem w raportach finansowych zobaczysz całkiem fajny wykres kaskadowy, który pokazuje na przykład, jak z przychodów są odejmowane kolejne grupy kosztów i zostaje zysk. To też w sumie wykres kolumnowy – tylko poszczególne słupki nie zaczynają się od zera, tylko nieco pływają w powietrzu. Koniec dygresji.

Dalej – slopegraph? To szczególny przypadek wykresu liniowego – dwa punkty w czasie połączone linią. Wykres kropkowy? Jeśli się uprzeć, to też wariant wykresu liniowego, tylko łączymy w poziomie i grubszą linią. Czyli dolny rządek to w sumie wykresy liniowe.

Widzisz, że te wszystkie “sześć wykresów” to w gruncie rzeczy rozwinięcia dwóch fundamentów: słupka i linii. Słupek – kiedy porównujesz kategorie. Linia – kiedy pokazujesz zmianę w czasie.

To wszystko, czego potrzebujesz, żeby pokryć zdecydowaną większość sytuacji, z jakimi spotkasz się w pracy z danymi. Ile? Nie dokopałem się do żadnego doświadczenia czy pracy naukowej, która by to opisywała. Bazując na moim doświadczeniu, szacuję, że te 6 wykresów załatwi jakieś 80-90% graficznego wsadu do prezentacji w Twojej firmie.

Zakończenie

Ograniczenie wyboru nie jest słabością. To jest właśnie umiejętność. Im mniej czasu spędzasz na zastanawianiu się, jaki typ wykresu wybrać, tym więcej zostaje Ci na to, co naprawdę ważne – skupienie się na tym, co ten wykres ma powiedzieć odbiorcy.

Może Ci się spodobać...

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *